Święty Spokój
Marzec 8, 2011
O potrzebie posiadania Świętego Spokoju, czyli dlaczego mężczyźni potrzebują kobiety
Każdy z nas ma ludzką potrzebę bycia samym, uchwycenia czasu tylko dla siebie, bez konieczności dzielenia się nim z kimś innym i bez potrzeby tłumaczenia się z tego. Od tysięcy lat szukamy swojego miejsca na świecie, takiej samotni, gdzie nikt by nam nie przeszkadzał i gdzie bylibyśmy panami samych siebie. Problem w tym, że gdy już mamy zagwarantowany spokój, czujemy dziwny dyskomfort i potrzebę powrotu do stanu wcześniejszego. To dziwne rozdwojenie, bardzo uczenie nazwane, coincidentia oppositorum, wlecze się z nami smutnym cieniem, odkąd zmęczony dziełem stworzenia Bóg, powołał do życia pierwszą ludzką istotę.
Adam mógł być sam, mógł rozkoszować się boską przyjaźnią, zaufaniem i dyskrecją. Mógł także poświęcać swój wolny czas na zwiedzanie Edenu, który, jak przekazuje tradycja, był 60 razy większy od Ziemii po stokroć od niej piękniejszy. Ileż mogło go czekać przygód i niespodzianek, płynących wprost z bezgranicznej wolności i świętej samotności. A, co chyba najistotniejsze – mógł mieć Święty Spokój. Jednakże felerna, ludzka część jego natury domagała się fizjologicznego uzupełnienia. Adam potrzebował towarzyszki, a Wszechmocny, widząc jego rozdarcie, postanowił mu pomóc.
Pierwsza kobieta, Lilit,stworzona, jak podaje tradycja, z tej samej materii, co Adam, sprawiła, że szybko pożałował on swej pochopnej decyzji. Była okropnie kłótliwa, nie szanowała seksu partnerskiego, a przy tym rodziła brzydkie dzieci, które w postaci demonów dręczyły później ludzkość. Adam nie miał z nią chwili wytchnienia, niemówiąc już o Świętym Spokoju. Nie zrażony niepowodzeniem, Wszechmocny podjął jeszcze jedną próbę stworzenia odpowiedniej towarzyszki dla Adama, ale i ta skończyła się fiaskiem. Dopiero trzecia próba, jak podaje tradycja, spełniła jego marzenia. Niestety, idylliczna przeszłość i traumatyczne przeżycia nieudanych związków sprawiły, że Święty Spokój stał się dla niego symbolem wszystkiego, co traci się przez własną głupotę. A stracił on wiele, bo oprócz Świętego Spokoju- stałe miejsce w Raju, patent na nieśmiertelność i na dodatek – sympatię większości zwierząt, które odtąd miały wypełniać jego jadłospis.
Następne ludzkie pokolenia, choćby nawet nie chciały się przyznać do tych niezbyt budujących początków, odtwarzały pierwotny schemat w przeróżnych konfiguracjach geograficzno-społecznych. Znalazłszy jako taki spokój i wytchnienie, nacieszywszy się chwilą błogiej stabilizacji, nagle, w jednej historycznej sekundzie, przekreślały wszystko tak, jakby Świat należało nieustannie niszczyć i zaraz potem odnawiać. A kiedy, wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, odtwarzały zniszczony świat, wprowadzając po raz niewiadomo który ład i porządek, wydawało się , że tym razem grzech głupoty pierwszego człowieka został zmazany. Rodziła się nawet nadzieja, że oto człowiek zdolny jest się czegoś nauczyć, rozważając historię czy choćby własne osobnicze doświadczenia, wyciągając wnioski.
Tak oto dotarliśmy do roku 2011 i nadal jesteśmyw punkcie wyjścia: ciągle wierzymy, że może jutro, albo za rok coś się w nas zmieni, a wtedy powrócimy do Rajskiego Ogrodu i do upragnionego spokoju. Zapanuje ład i porządek, zwierzęta hodowlane wrócą do lasu, a my do diety wegetariańskiej. A kiedy znów nas to wszystko przerośnie i bezładna rzeczywistość zacznie się wokół kruszyć, zawsze możemy jeszcze powiedzieć:
„A dajcie wy mi wszyscy Święty Spokój!”.